Julek. Spec od szarych komórek.

Julek. Spec od szarych komórek.

Spec od szarych komórek.

Julek dotarł na spotkanie z klientem już trochę po czasie. Wpadł do pomieszczenia, błysnął zębami w stronę sekretarki i udał się do salki konferencyjnej. Tym razem czekał już na niego sam właściciel firmy, Pan Prezes. Julek uświadomił sobie, że Zenek, jego standardowy kontakt, jest od wczoraj na urlopie. Poczuł lekki dyskomfort ale nie dał tego poznać po sobie.

Przywitał się z należnym (jak mu się wydawało) szacunkiem i zaczął rozmowę, która od razu przerodziła się w twarde negocjacje. Nie jest dobrze – pomyślał. Pan Prezes był konkretnym gościem, a liczenie było jego mocną stroną. Julek miał przygotowaną ofertę ale dziś rano otrzymał mailową informację, że ukochany Dział Marketingu, wypuścił w świat kolejną skomplikowaną promocję, o której Prezes już wiedział. Przygotował się, cholibka – Julek zagryzł zęby.

Sięgnął do torby po swój niezawodny zestaw awaryjny: kalkulator, długopis i notes. Analogowa pierwsza pomoc – zaśmiał się w duchu.  

Kalkulatora nie było. W ułamku sekundy przypomniał sobie, że sprzęt nie wytrzymał dwóch kolejnych bliskich spotkań z jogurtem. Klnąc w myślach, Julek otworzył laptop i pusty plik excelowy. Nic to – pomyślał zjeżony – będziemy wklepywać formuły. W końcu Excel ma sporo szarych komórek…

To był kiepski żart – podsumowało bezkrytycznie jego coraz mniejsze Ego, gdy po półtorej godzinnych negocjacjach, zorientował się, że przeliczając końcową kolumnę L, pominął ważny rabat, który był uzależniony od poprzedniego warunku promocji. Pan Prezes patrzył na niego z niedającym się ukryć politowaniem. Frustracja Julka sięgnęła zenitu gdy Pan Prezes litościwie podał mu końcową cenę, którą powinien wpisać na ofercie.

Julek miał ochotę wstać i wykrzyczeć: Jestem handlowcem, a nie biurowym specem od komórek! Zamiast tego, uśmiechnął się sztucznie do Pana Prezesa i wycedził: dziękuję.  

cdn.

Superman.

Po takiej dawce emocji, Julek poczuł potrzebę kofeinowego wsparcia. Cukier też mu opadł. Sernik będzie w sam raz – zdecydował przy ladzie wypasionego bistro, które sąsiadowało z biurem klienta. Usiadł przy stoliku i zaczął rozmyślać nad tym, co dziś przeżył… Przecież lubił swoją pracę ponad wszystko! Nie wyobrażał sobie, że mógłby robić coś innego. W przeciwieństwie do innych kolegów z branży, był przekonany do produktów które sprzedawał. Ale to ten dreszczyk emocji, podczas negocjacji z klientem, nakręcał go do działania.

Tiaa… – zakwiliło cicho Julkowe Ego – ale nie takich emocji jak dziś.  Puścił mimo uszu tą wypowiedź. Jest dobrym handlowcem, kupi kalkulator i przestanie nosić jogurty w torbie. Albo przerzuci się na te w butelkach. Świetny pomysł! – upił łyk gorącej kawy.

Och, Boże, tak się podłożyć! – usłyszał znowu. Tym razem rozejrzał się dookoła. To nie jego Ego tak kwiliło, tylko ponętna blondynka przy stoliku po lewej. Spojrzał drugi raz i Julkowym zwyczajem, postanowił działać. Chwycił serwetki ze stolika i podał blondynce.

Miała na imię Bronia, była księgową i właśnie pół godziny temu odkryła, że od trzech miesięcy, w zestawieniu zliczającym firmowe zużycie paliwa, do podsumowania dodaje się stała kwota, wpisana swego czasu, jako jednorazowa korekta, której nie powinno tam być!

Julek patrzył na Bronię z lekkim przerażeniem. Miał też w sobie zupełnie inne uczucia, spotęgowane błękitem oczu Broni ale rozmazujący się tusz na powiekach trochę te uczucia tonował.

Jak to? – zapytał najgłupiej na świecie. Dla Broni to było już za wiele. Ty wiesz ile tam jest danych?! – wykrzyknęła. Każdy arkusz uzależniony jest od poprzedniego! Dane pobieram z innych plików, a żeby zrobić rozliczenie nowego miesiąca, tylko kopiuję poprzedni… No i skopiowałam tą cholerną korektę razem z tą niepotrzebną kwotą! Tam miała być wczytana kwota z pliku źródłowego! Zwolnią mnie, na Boga…

Wściekła Bronia ma swój urok – przemknęło mu przez myśl. W tej samej chwili, Julkowe Ego przypięło mu do ramion pelerynę Supermana.

cdn.

Co Ty wiesz o Excelu?

Jesteś księgową i nie znasz Excela? – wiedział, że tym pytaniem ma szansę zobaczyć plecy Broni, jednak o dziwo, odpowiedziała z rozgoryczeniem – Jestem excelowym samoukiem. Ale uczciwym! – szybko dodała. W swoim CV wpisałam poziom podstawowy, znam funkcje, wiem jak filtrować, sortować, jakoś sobie radzę… A raczej radziłam – Bronia zawiesiła głos.

Zachęcony względnym spokojem Broni, Superman –Julek zadał kolejne pytanie: I co teraz zrobisz? Bronia spojrzała na niego z niechęcią. Myślę, że powinnaś to wykorzystać jako argument w rozmowie z szefem – tym razem już nie tylko Bronia ale też jego własne Ego, spojrzało na niego wybałuszonymi oczyma.

Co masz na myśli? – zaciekawiła się Bronia. No właśnie – sarkastycznie zawtórowało jej Ego.

Julek poprawił wyimaginowaną pelerynę i rzekł: Skoro nie znasz Excela na tyle, by przygotować sobie plik, który będziesz używać co miesiąc, to może warto pójść na kurs? Błąd nie był umyślny. Nie wiesz czy w poprzednich plikach wszystko było ok, jak kopiujesz to samo od miesięcy, może być więcej pomyłek. A może można nie kopiować wszystkiego albo jakoś zablokować część komórek i liczyć to wszystko bardziej automatycznie?

Co ty wiesz o blokowaniu komórek?! – zapytało Julkowe Ego głosem Bogusia Lindy. I kopnęło go w kostkę. Zagalopował się. W tym samym momencie do bistro wszedł Pan Prezes i dziarskim krokiem podszedł do stolika Broni. Na Julka nawet nie spojrzał. Mogę Panią prosić na chwilę? – zapytał zdecydowanie Pan Prezes.

Bronia westchnęła rozdzierająco – Tak jest, szefie.

Julkowe Ego odpięło z jego ramion pelerynę Supermana. A może sam podejmiesz wyzwanie i przygotujesz sobie automatyczny plik na kolejne promocje marketingowe? – zadrwiło, wypijając z niesmakiem resztkę zimnej kawy.

cdn.

Uroki życia kadrowca.

Jula nieśpiesznym krokiem brnęła przez miasto, rozmyślając o tym, co mogłaby w zamian robić w tym czasie w domu. Oglądnąć serial. Popatrzeć w Internety. Wyprasować bluzkę na jutro i może zdążyłaby jeszcze zobaczyć premierę kolejnego odcinka serialu.

Ciekawe, ciekawe… – pomyślała sarkastycznie, gdy przypomniała sobie, że na warsztatach na które właśnie podąża, mają budować narzędzia i kalkulatory excelowe. Przecież nie da się zrobić jednego narzędzia dla wszystkich! – Julowe realistyczne podejście do życia brało górę.

Szefowa wysłała ją na te warsztaty po kolejnym, długim dniu, w trakcie którego tłumaczyła jej, jak może w prosty sposób obliczyć datę urodzin pracowników dysponując tylko numerami PESEL. Jula podczas tłumaczeń Szefowej potakiwała regularnie, że rozumie ale gdy po tygodniu miała wykonać taką operację w swoim Excelu, uświadomiła sobie, że kompletnie nie wie od czego zacząć.

Dodatkowo, gdy miała „na wczoraj” pogrupować pracowników wg. stażu pracy, w jej wykonaniu okazało się to zadaniem na pojutrze. Uroki życia kadrowca – powiedziała na głos – zamiast skupiać się na swojej robocie, gapisz się w Excela i żałujesz, że nie jesteś matematykiem. Ciekawe, o ile krócej będę się gapić w Excela po warsztatach – pomyślała, wchodząc na salę szkoleniową.

cdn.

Zrobiłam to!

A jednak! – Jula patrzyła z niedowierzaniem, gdy na kolejnych spotkaniach warsztatowych, trenerka podpowiadała im, w jaki sposób mogą używać te same triki i funkcjonalności Excela, do budowy różnych kalkulatorów.

Jula wiedziała już, że można wizualnie pogrupować dane, używając do tego chociażby formatowania warunkowego. Nawet nie przyznawała przed sobą ile dziecięcej radości przynosiło jej używanie filtrowania po kolorach. Zielony – pyk! A teraz żółty!

Rozejrzała się po sali. Tych dwoje w kącie zadawało najwięcej pytań – pomyślała. On był handlowcem i tworzył kalkulator ofertowy, ona księgową, pracującą nad zestawieniem tankowań. Obydwoje wykorzystali do swoich narzędzi listy rozwijane. Jakie to jest fajne! – Jula zrobiła sobie w swoim kalkulatorze kolejną listę rozwijaną, dzięki której podsumowanie zmieniało się automatycznie, w zależności od tego, jaki dział z listy wybrała.

Jula pękała z dumy. Sama to zrobiła! I działa. Tak, to było zaskakujące. Zaświeciła jej się w głowie myśl, że może dałaby radę przygotować podobnie działający kalkulator do rozliczania zaliczek na podróże służbowe? Mogłaby wtedy rozesłać taki kalkulator do pracowników, niechaj przysyłają do niej już same wyliczenia.

Będzie miała więcej czasu na śledzenie ważniejszych kwestii – pomyślała i spojrzała w kąt sali. Handlowiec i księgowa omawiali coś szeptem. Może wspólnie zbudują kolejny kalkulator, hi, hi… – zaśmiała się w duchu.

Epilog.

Podczas przerwy dosyć burzliwego spotkania działowego, handlowiec Julek podszedł do swojego Szefa i po cichu powiedział:
– Szefie, a może tak Szef, zamiast się następnym razem tłumaczyć, dlaczego nasze premie zostały źle policzone, zbuduje sobie prostą formatkę w Excelu? Co miesiąc mamy te same warunki, jedynie targety nam się zmieniają… Zaoszczędzi sobie Szef nieprzyjemnych wystąpień. Wiadomo, że Szef jest od zarządzania, a nie od liczenia – Julek puścił oko – ale Excel to tylko narzędzie. Jak się je używa powtarzalnie, to można je zautomatyzować.

Szef przypomniał sobie, z jaką niespotykaną motywacją Julek wziął ostatnio udział w warsztatach Excelowych. Ba! Sam się na nie zgłosił i tylko zakomunikował, że zgodnie z polityką kadrową firmy, chce rozwijać swoje kompetencje. Szef podejrzewał, że inne (błękitnookie) czynniki miały na to swój wpływ ale ważne, że Julek teraz w mig przekładał warunki promocji marketingowych na oferty dla klientów. Zabłysnął nawet wśród kolegów, rozesłał im swój kalkulator i bardzo usprawnił pracę całego regionu…

Pomyślę o tym – Szef zamruczał pod nosem. Julek skwitował to krótko – Byle przed kolejnymi premiami! Odwrócił się na pięcie, poprawił wyimaginowaną pelerynę Supermana na której drzemało spokojnie jego Ego i wrócił dziarskim krokiem na spotkanie.

Bądź jak Julek! Razem z nami zostań specem od excelowych komórek!